Autor: Karl Kapp, profesor technologii edukacyjnych na Uniwersytecie Commonwealth w Pensylwanii
Obserwuj go na LinkedIn pod adresem https://www.linkedin.com/in/karlkapp/
Dlaczego cisza nie jest zrozumieniem
„Czy ktoś ma jakieś pytania?” to prawdopodobnie najczęściej słyszane pytanie w każdej klasie, zarówno wirtualnej, jak i na żywo. Jest to również jedno z najmniej użytecznych. To pytanie zamknięte, a najłatwiejszą odpowiedzią na nie jest „Nie”. A gdy uczeń wybierze łatwiejszą drogę i odpowie „nie”, w myślach lub na głos, przestaje myśleć.
Na początku mojej kariery uznałam ciszę, która nastąpiła po tym pytaniu, za dobry znak. Ale nim nie była. Nie miałam cichych, wyrozumiałych i oświeconych uczniów. Miałam grupę ludzi, którzy decydowali się pójść na łatwiznę.
Potem zmieniłam taktykę i zadałam bardziej otwartą wersję: „Jakie masz pytania?”. Lepiej. Ale to nadal stawiało ucznia przed ogromnym, nieokreślonym zadaniem. Prosiłam, żeby przejrzeli wszystko, co właśnie omówiłam. Następnie porównali to z tym, co już wiedzieli, i ocenili, czy cokolwiek z tego budzi wątpliwości lub wątpliwości. Poziom ciszy był mniej więcej taki sam, jak przy pytaniu zamkniętym.
Potrzebna była nowa strategia. W końcu odkryłem, że prawdziwą odpowiedzią jest pytanie skłaniające do myślenia. Takie, które zmusza ucznia do przewidywania, podejmowania decyzji lub stosowania wiedzy. Takie pytanie nie pozostawia miejsca na wzruszenie ramion ani na proste „nie”.
Pytania myślowe zmieniają dynamikę. Moim celem przestało być „czy to usłyszeli”, a stało się „czy mogę sprawić, by pomyśleli o tym, co właśnie omówiłem”. Większość technik, których teraz używam, koncentruje się na zadawaniu pytań pobudzających myślenie.
Dlaczego uczniowie milczą
Oczywiście, sposób formułowania pytań nie jest jedynym powodem, dla którego uczniowie milczą. Istnieją inne powody, a ich znajomość pozwala na ich uwzględnienie, aby ułatwić uczniom myślenie w klasie.
Po pierwsze, musimy przestać ich przeciążać. Znamy materiał tak dobrze, że zapominamy, że słyszą go po raz pierwszy. Przeciążony mózg nie ma wolnej przestrzeni do myślenia. Może jedynie chłonąć. Przeganiamy przestrzeń i czas na myślenie, których potrzebują, aby połączyć nowe informacje z tym, co już wiedzą.
Do tego dochodzą koszty społeczne zadawania pytań. Obawa, że kolega z klasy pomyśli „instruktor już o tym mówił” lub że instruktor pomyśli, że nie słuchał. To zamyka studenta, zanim ten spróbuje cokolwiek uzasadnić.
Lubię powtarzać, że niczego nie da się naprawić, pytając „czy są jakieś pytania” głośniej lub częściej. Oto, co mówię moim uczniom: Gdybyście już znali materiał, nie bylibyście na tych zajęciach. Właśnie dlatego tu jesteśmy. Żadne pytanie nie jest poza zasięgiem. Staram się stworzyć przestrzeń, w której panuje poczucie bezpieczeństwa psychologicznego, w której uczniowie czują się swobodnie zadając pytania. Ważne jest również, aby uczniowie wiedzieli, że nawet jeśli słuchają, to jednocześnie przetwarzają informacje, więc mogą coś przegapić. Zadanie pytania o coś, co przeoczyłeś, nie oznacza, że nie słuchałeś. Oznacza to, że przetwarzałeś informacje.
Umieszczanie uczniów w procesie podejmowania decyzji
Jedną z technik, z których korzystam, aby wymusić takie myślenie, jest interaktywne opowiadanie historii. Zamiast wykładać koncepcję, umieszczam uczniów w scenariuszu. Przeprowadzam ich przez niego, a następnie zatrzymuję się na punktach decyzyjnych. Jest ich cztery lub pięć. W każdym z nich pytam studentów, co by zrobili. Zazwyczaj korzystam z systemu odpowiedzi publiczności, a następnie ujawniam odpowiedź, którą wybrała większość studentów. W procesie głosowania nie mogą zrezygnować z udziału ani po prostu słuchać. Wszyscy muszą wybrać jedną odpowiedź, zanim będę mógł kontynuować.
Na moim kursie projektowania gier przygotuję coś takiego. Pracujesz w studiu tworzącym grę o nazwie Dragonmon GO. Twój menedżer daje Ci dwie możliwości. Powiedz graczom trzy rzeczy, które muszą wiedzieć o łapaniu smoków, albo pozwól im od razu zacząć łapać smoki. Wybierz odpowiedź.
Właściwą odpowiedzią jest pozwolić im zacząć od razu. Dorośli uczą się najlepiej, gdy odkryją, że czegoś nie wiedzą. Wtedy pytam, dlaczego to jest prawidłowa odpowiedź. Nakłonienie uczniów do wyjaśnienia swojego rozumowania jest równie skuteczne, jak pierwotne pytanie. Zazwyczaj wtedy dowiaduję się, czy dobrze to rozumowali, czy po prostu są bardzo dobrzy w zgadywaniu.
Cztery rodzaje ankiet
Inną techniką, którą stosuję, jest ankieta. Ale nie tylko pytania z odpowiedziami „tak” lub „nie”. Pytania, które zmuszają uczniów do myślenia. Używam czterech rodzajów.
- Prognoza: co Twoim zdaniem wydarzy się dalej?
- Decyzja: którą opcję byś wybrał i dlaczego?
- Pewność siebie: jak bardzo jesteś pewien, 10%, 40%, 100%?
- Zastosowanie: gdzie to się przejawia w Twojej własnej twórczości? Albo jak zastosowałbyś tę ideę w konkretnej sytuacji.
Każda z nich zmusza ucznia do wymyślenia czegoś, zanim zobaczy odpowiedź, zamiast upewniać się, że już ją zna. To zmusza go do myślenia.
Pewność siebie to cecha, którą ludzie niedoceniają. Niska pewność siebie po złej odpowiedzi jest w porządku. To po prostu ktoś, kto wciąż się uczy. Wysoka pewność siebie po złej odpowiedzi to problem. Zazwyczaj oznacza to, że wyjaśniłem coś w sposób, który wydawał się jasny, ale całkowicie pominąłem myślenie. Wrócę do tego i omówię to jeszcze raz.
Co sztuczna inteligencja robi z burzą mózgów
To właśnie tutaj zacząłem obserwować, jak sztuczna inteligencja dyskretnie podchodzi do etapu burzy mózgów, czyli pisania i myślenia. To zły skrót, po prostu obierany przez coś innego niż złe pytanie. Pytam studentów o strategie minimalizacji ryzyka w projekcie e-learningowym. Podają mi dobre. Potem pytam, dlaczego wybrali właśnie tę strategię, i coraz częściej słyszę: „Nie wiem”. Wybrało ją narzędzie sztucznej inteligencji, a nie oni. Pomysł pojawił się bez myślenia stojącego za decyzją o jego wsparciu.
Moja zasada brzmi teraz: najpierw myśl, a dopiero potem sztuczna inteligencja. Zrób burzę mózgów. Rozwiąż problem. Następnie użyj sztucznej inteligencji, aby dodać aspekty, których nie brałeś pod uwagę, nie pomijając etapu myślenia. Mówię studentom, żeby nie zlecali swojego myślenia maszynie.
Zamiast tego warto zadać pytania
Oprócz powyższych technik, szybką i łatwą alternatywą dla pytania „czy ktoś ma jakieś pytania” są trzy poniższe pytania:
- Jaki pomysł mógłbyś wykorzystać jutro (w pracy lub na następnych zajęciach)?
- Która część wydaje Ci się najbardziej przydatna?
- Wyjaśnij to własnymi słowami.
Ten ostatni podłapałem lata temu. Instruktor kazał nam narysować model, którego nas właśnie nauczył, a potem kazał nam go pokazać osobie obok nas. No cóż, pomyślałem, przecież dopiero co tego uczyłeś, a wszyscy już to wiedzą.
Jednak w chwili, gdy musiałem tego nauczać, dowiedziałem się wszystkiego, czego tak naprawdę nie wiedziałem. Nauczanie zmusza do przemyślenia koncepcji w sposób, w jaki nigdy nie robi tego słuchanie. Potem mój partner przekazał mi to samo, a model za każdym razem stawał się bogatszy.
Moja rada dla Ciebie to znaleźć miejsce, w którym zazwyczaj zadajesz pytanie „czy są jakieś pytania?” i zastąpić je czymś, co skłania ucznia do myślenia, a nie tylko do odpowiadania. Nie przerobisz tyle materiału. Ale dowiesz się na bieżąco, czego tak naprawdę nauczyli się uczniowie. I oni też, ponieważ sami będą nad tym pracować. Z czasem Twoi uczniowie nabiorą pewności siebie i poczują się swobodniej, zadając pytania i myśląc, a właśnie tego chcemy.







